Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gajeel redfox. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gajeel redfox. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 maja 2022

Rozdział 6 (ostatni)

Kilka dni później Levy miała się wybrać do Rady wraz z Lilym, Gajeel natomiast miał zostać sam. Do tej pory mężczyzna nie odzyskał wzroku, chociaż czasem niebieskowłosa łapała się na wrażeniu, jakby jego wzrok powrócił. Coraz lepiej wychodziły mu codzienne czynności, a kilka razy czuła niby szóstym zmysłem, że na nią patrzy. Oczywiście szybko karciła się w myślach za te podejrzenia. Przecież Gajeel powiedziałby od razu, gdyby znowu widział normalnie. Poza tym ciężko byłoby mu nadal udawać.

- Jesteś pewien, że możemy iść? Poradzisz sobie ze wszystkim? – pytała dziewczyna po raz setny tego ranka.

Smoczy Zabójca westchnął cierpiętniczo.

- Jakbym dostawał klejnot za każdym razem, kiedy o to pytasz, byłbym już bogaty – prychnął. – Idźcie już. Nie podpalę przecież domu, kiedy was nie będzie te kilka godzin.

Levy zrobiła wielkie oczy, jakby dopiero teraz ta opcja przyszła jej do głowy.

- O bogowie, właśnie! A jeśli coś się zacznie palić, a ty nie zauważysz? Dobra, zostaję.

- Levy, posłuchaj, nie ma powodów do paniki. Gajeel radzi sobie już coraz lepiej, więc wytrzyma bez nas przez jeden dzień – uspokajał Exceed.

Dziewczyna zastanawiała się przez chwilę.

- Wpadnę do domu jak będę miała przerwę. Może być?

Gajeel skrzywił się znacząco.

- Zajmij się pracą, a mną się nie przejmuj. Poradzę sobie – odparł przez zaciśnięte zęby.

Levy miała co do tego jakieś złe przeczucia, ale odpuściła wreszcie i razem z Lilym udała się do Rady. Tam czekała na nią masa pracy, ponieważ ktoś musiał tymczasowo przejąć obowiązki Gajeela, skoro ten był niedysponowany.

Nie powstrzymało jej to jednak, by znaleźć chwilę przerwy i wrócić do mieszkania. Nie powstrzymał jej nawet Pantherlily, który tak bardzo się upierał, by została w Radzie. Chociaż ostatecznie poszedł razem z nią.

Przebyli jedynie pół drogi z Rady do ich mieszkania, ponieważ natrafili na scenę walki. A jednym z walczących był...

- Gajeel? – wyrzuciła niebieskowłosa z niedowierzaniem.

Uwaga Smoczego Zabójcy rozproszyła się na chwilę, a on odwrócił głowę w ich stronę i spojrzał Levy w oczy. Naprawdę spojrzał. Trwało to tylko sekundę, bo jego przeciwnik zepchnął go jednym ciosem na ścianę najbliższego budynku.

- Gajeel! – wrzasnęła i już szykowała się, aby mu pomóc, lecz wtedy mężczyzna, który dopiero co powalił jej chłopaka, rzucił się na nią. Czas jakby zwolnił. Uniosła dłoń, by napisać zaklęcie, ale nagle wszelkie słowa uciekły z jej głowy, choć jej umysł pracował na najwyższych obrotach. Ten mężczyzna wydawał się jej dziwnie znajomy. Był to ten sam mag, który sprawił, że Gajeel wylądował ledwie żywy w szpitalu i stracił wzrok. Ten sam, którego ścigała Rada. Ale Gajeel odzyskał wzrok... Prawdopodobnie w dzień, kiedy uderzył się w głowę, lecz z jakiegoś powodu postanowił zataić przed nią prawdę.

Wszystkie te myśli przemknęły jej przez umysł w ciągu tych ułamków sekund, gdy przeciwnik coraz bardziej się do niej zbliżał. Uratował ją Lily, który wyłonił się przed nią w swojej bojowej formie z obnażonym mieczem i odparł atak.

- Ukryj się – warknął do niej.

- Co? Czemu?

Nie odpowiedział, tylko wdał się w walkę na całego.

Levy wycofała się, ale tylko po to, by dostać się do Gajeela i sprawdzić, czy coś mu się stało. Okłamał ją w pewnych sprawach, ale to nie znaczyło, że przestało ją obchodzić jego zdrowie. Smoczy Zabójca siedział pod ścianą, oddychając z trudem.

- Gajeel, słyszysz mnie? Możesz wstać? – pytała wystraszona, dotykając jego ramion i twarzy.

Spojrzał jej w oczy, zaciskając zęby.

- Musisz się ukryć – oznajmił stanowczo. Odsunął jej ramiona od siebie i wstał z trudem.

- Czemu wszyscy każą mi się chować? Przecież też mogę walczyć! – zawołała ze złością.

Spojrzała na Lily’ego – dyszał ciężko, choć walczył dopiero chwilę, co dało jej do myślenia, że przeciwnik nie jest byle kim.

Mężczyzna zatrzymał się i zwrócił w stronę niej i Gajeela, po czym roześmiał się głośno.

- Ponieważ, naiwna dziewczynko, twój chłoptaś doskonale wie, że mogę cię zmiażdżyć! – warknął, robiąc krok w ich stronę. – Odebrać mu to, co on mi kiedyś odebrał! Każdą bliską dla niego osobę! Myślisz, że to był przypadek, że ostatnim razem pozwoliłem mu przeżyć? Chcę by cierpiał jeszcze mocniej!

Levy wędrowała wzrokiem od Gajeela do mężczyzny, który się do nich zbliżał. Była zdezorientowana. Chciała wiedzieć, skąd Smoczy Zabójca go znał i dlaczego gość chciał dokonać na nim zemsty.

- Zostań z tyłu – rozkazał twardo Gajeel, po czym ruszył ponownie do walki. Dziewczyna mogła tylko stać i bezradnie się wszystkiemu przyglądać. Chciała jakoś pomóc, ale kiedy Gajeel połączył siły z Lilym, pokonanie przeciwnika okazało się prostsze. 

Levy poczuła się żałośnie słaba i niepotrzebna. „To dlatego Gajeel trzymał wszystko w tajemnicy” – pomyślała. – „Bo jestem dla niego tylko ciężarem i utrapieniem.” Nie potrafiła powstrzymać narastającej złości: na Gajeela, na siebie, nawet na Lily’ego, który najwyraźniej również uczestniczył w tym spisku.

- Jesteś aresztowany – oznajmił czarnowłosy do pokonanego mężczyzny, przyciskając go do ziemi i zakładając mu na nadgarstki anty-magiczne kajdanki.

Wreszcie dziewczyna zrobiła kilka kroków w ich stronę.

- Więc to tak. Wszyscy wokół wiedzieli, oprócz mnie, prawda? Bo jestem słaba i do niczego się nie nadaję, dlatego można mi mydlić oczy udawaniem ślepego, by mnie zaciągnąć do łóżka – wyrzuciła drżącym od emocji głosem. – Lily, wiedziałeś o tym, że Gajeel odzyskał wzrok, prawda? I o tym, że oni znają się z przeszłości? Oraz o tym, że „jestem na celowniku”? – zasypała Exceeda pytaniami, zaciskając dłonie w pięści.

Kocur powiódł wzrokiem od Gajeela do Levy.

- Ja... Zabiorę więźnia do Rady, a wy sobie porozmawiajcie – rzucił, po czym pospiesznie się ewakuował wraz z pojmanym mężczyzną.

Niebieskowłosa ukryła twarz w dłoniach, próbując nad sobą zapanować. Smoczy Zabójca potrzebował dłuższej chwili, nim podszedł do niej.

- Levy, mogę ci to wyjaśnić...

- Chcesz mi wyjaśnić kłamstwa i zatajanie przede mną prawdy? – weszła mu w słowo, odrywając dłonie od twarzy. W oczach miała łzy. – Nie mogę tego zrozumieć, choćbym chciała. Zaufałam ci, a ty to zniszczyłeś! Nie chcę cię więcej widzieć!

Czarnowłosy prychnął ze złością.

- To co? Mam odejść z Rady? Wyprowadzić się z mieszkania? Bo czy tego chcesz, czy nie...

- Tak! Chcę byś się wyprowadził z mieszkania! Zabieraj to, co do ciebie należy i...

Tym razem to Gajeel nie dał jej dokończyć zdania, ponieważ złapał ją w pasie i przerzucił sobie przez ramię. Ruszył przed siebie zdecydowanym krokiem, jakby wcale nie stoczył chwilę temu wyczerpującej walki.

- Gdzie mnie...? Co ty w ogóle robisz?! – Levy nie posiadała się ze zdumienia.

- Zabieram to, co należy do mnie i się wynoszę – powiedział ze spokojem.

Dziewczyna na chwilę zaniemówiła, potem jednak zaczęła się wyrywać, wykrzykując, że nie jest przedmiotem. Kopała i biła pięściami, ale ciało Smoczego Zabójcy było niczym stal, dlatego szybko zaniechała tej czynności. Robiła tym większą krzywdę sobie niż jemu. Przez następne kilkanaście minut milczała, zwisając na jego ramieniu niczym trofeum. Była ciekawa, dokąd ją zaprowadzi, bo dawno już minęli ich mieszkanie i wyszli poza miasto.

- Nadal jestem na ciebie zła – oświadczyła wreszcie, gdy tymczasem sceneria wokół niej zmieniła się i znaleźli się w lesie.

- Wiem o tym – odparł Gajeel ze spokojem.

- Dlaczego nie powiedziałeś mi prawdy? – spytała, lecz czarnowłosy milczał. – Gajeel?

- Wiesz, że moja przeszłość nie jest różowa – odpowiedział z wahaniem. - Ten facet... Kiedy byłem w Phantom Lord, dostałem misję, by... pozbyć się kilku osób, które komuś przeszkadzały. Nie interesowało mnie wtedy, kto i dlaczego. Po prostu wykonałem zadanie. To była jego rodzina... Rodzice jego i tego drugiego gościa, którego wcześniej aresztowaliśmy.

Levy zaniemówiła na chwilę. Gajeel doprowadził do czyjejś śmierci... Szybko jednak ucięła rozmyślania na ten temat. Życie maga nie było łatwe, a przeszłość Gajeela powinna pozostać zamkniętym rozdziałem, nie zamierzała więc oceniać jego działań z tamtych czasów.

- To dlatego chciał się zemścić... na mnie?

- Nie chciałem, by się dowiedział, że w ogóle coś mnie z tobą łączy, dlatego postanowiłem sam się z nim zmierzyć. I tak jak słyszałaś, on pozostawił mnie przy życiu tylko dlatego, że jego plan zakładał najpierw zniszczenie mnie psychicznie... odebranie mi wszystkiego, co jest ważne w moim życiu. Odebranie mi ciebie – z każdym zdaniem jego głos był coraz cichszy. – Powiedziałem o tym Lily’emu, bo... nie bałem się tego, co sobie o mnie pomyśli, jak będzie oceniał moją przeszłość. Pomógł mi, bo kiedy ja nie mogłem nic zrobić przez utratę wzroku, on tropił dla mnie tego faceta.

- Kiedy odzyskałeś wzrok? – spytała, lecz nagle Gajeel zatrzymał się i postawił ją na ziemi. 

Stali przed małą drewnianą chatką, leśniczówką. Wyjął klucz w kieszeni i otworzył drzwi.

- Wejdź, nikogo tu teraz nie ma – oznajmił, a kiedy dostrzegł pytający wzrok dziewczyny, westchnął ciężko. – Czasami tu przychodzę, kiedy chcę pobyć sam. Tak, sam dorobiłem sobie klucz.

Levy pokręciła głową z niedowierzaniem, po czym weszła do środka, rozglądając się po wnętrzu. Wreszcie usiadła na rogu łóżka, zakładając nogę na nogę i spojrzała na chłopaka z wyczekiwaniem.

- Emm, jakie było pytanie? – Gajeel wziął sobie krzesło, które ustawił przed dziewczyną tyłem i usiadł na nim okrakiem.

- Twój wzrok...

- No tak. – Podrapał się po głowie. - Po tym wypadku w łazience, coś zaskoczyło. Jeszcze wieczorem miałem tylko jakieś przebłyski, a rano znów widziałem normalnie. Ale pomyślałem... że mogę jeszcze trochę udawać...

- By mnie zaciągnąć do łóżka i wziąć na litość? Biedny, niewidomy Gajeel wreszcie mógł zaznać trochę miłości i troski? – ironizowała.

- By dokończyć sprawy z przeszłości, nie mieszając cię w to – odparł stanowczo, po czym wstał z krzesła i odstawił je na bok. Klęknął przed Levy i objął ją ramionami w pasie. – Kocham cię – szepnął nie patrząc jej w oczy. – Wiem, że jestem beznadziejny w mówieniu tego...

Dziewczyna pogładziła jego włosy, po czym ujęła jego twarz w dłonie.

- Nie musisz mi tego mówić. Czyny zawsze będą znaczyć dla mnie więcej niż słowa. Jedyne czego chcę to... być częścią twojego życia, tak naprawdę. Chcę wiedzieć zarówno o dobrych, jak i złych rzeczach. Nic, co byś mi o sobie powiedział, nie zmieni moich uczuć do ciebie. Obiecaj mi, że nie będziesz więcej miał przede mną takich tajemnic.

- Obiecuję – odparł z niejakim wahaniem, po czym pocałował ją żarliwie. Odsunęli się od siebie dopiero po dłuższej chwili, oboje zdyszani. – Między nami już wszystko w porządku?

Uśmiechnęła się z czułością.

- W porządku. I cieszę się, że odzyskałeś wzrok i nic złego ci się nie stało podczas walki – oznajmiła. Po chwili rozejrzała się dookoła, jakby dopiero sobie przypomniała, gdzie są. – Chyba powinniśmy wracać do Rady.

- O nie... – mruknął Gajeel, po czym szybko ujął ją za nadgarstki i rozłożył na łóżku, z rękoma przyszpilonymi do materaca. – Jest pani aresztowana.



niedziela, 1 maja 2022

Rozdział 5

Levy została na dłużej niż tylko trochę. Obudziła się rano, przytulona do boku Gajeela. Rozchyliła powieki i pierwsze, co zobaczyła, to Smoczego Zabójcę, który leżał na plecach, mając oczy otwarte i skierowane do sufitu. Przez chwilę miała wrażenie, że dostrzegła jakiś błysk w jego oku, tak jakby widział coś przed sobą. Zaraz potem jednak Gajeel zamrugał powiekami i to wrażenie ustało.

- Już się obudziłeś - mruknęła cicho, bardziej twierdząc niż pytając, właściwie tylko po to, by go nie zaskoczyć. - Jak głowa?

- Lepiej. Już mnie tak nie boli, właściwie prawie wcale - odparł i obrócił się na bok. - Ale czuję, że mam guza wielkości dyni - dodał krzywiąc się przy tym.

Niebieskowłosa nie mogła powstrzymać chichotu. Podniosła się na łokciu i pochyliła w stronę Gajeela, w taki sposób, że jej piersi znalazły się bardzo blisko jego twarzy.

- Pokaż tę dynię - mruknęła i przeczesała palcami jego włosy, dotykając delikatnie stłuczonej skóry na głowie. - Myślę, że trochę przesadzasz. Jest mniejszy, niż go opisujesz - stwierdziła protekcjonalnym tonem.

Smoczy Zabójca wymamrotał coś niewyraźnie.

- Coś mówiłeś? - spytała Levy rozbawiona, przysuwając się do niego tak, by móc go wyraźniej słyszeć. Zauważyła, że jego twarz stała się mocno zaczerwieniona.

- Mówiłem, że masz rację - powiedział nieco tylko wyraźniej.

Dziewczyna zamrugała powiekami z zaskoczenia.

- Biedactwo! Aż tak cię peszy to, że musisz mi przyznać rację? - spytała z ironią.

Nim jednak skończyła to mówić, Gajeel przyciągnął ją do siebie i pocałował ją żarliwie. Minęło kilka długich sekund zanim Levy otrząsnęła się z szoku i oddała pocałunek. W głowie miała mętlik. Nie mogła uwierzyć, że czarnowłosy zdobył się na coś takiego. To ona ciągle wzdychała do niego po kryjomu i udawała przyjaźń, kiedy tak naprawdę czuła do niego znacznie więcej. Ale on? Myślała, że traktuje ją bardziej jak młodszą siostrę, która jest tylko utrapieniem i którą wiecznie trzeba się zajmować.

Po dłuższej chwili odsunęła się od niego i przyjrzała uważnie jego twarzy.

- Co ty...? Czemu? - wydukała bezładnie.

- Bądź wreszcie cicho - zbył ją burknięciem, po czym ponownie złączył ich usta w pełnym żarliwości i czułości pocałunku. Dziewczyna nie spodziewała się po nim aż takiej uczuciowości, więc tym bardziej cieszyła się z takiego rozwoju wypadków.

Nawet nie zdała sobie sprawy, kiedy te pocałunki stały się bardziej zachłanne, a Gajeel znalazł się nad nią, błądząc dłońmi po jej ciele. Levy poddawała się temu bez protestu, czując jak w jej wnętrzu wznieca się ten płomień przyjemności i ogarnia ją całą. Sama również nie była dłużna, a jej palce wytyczały ścieżki na torsie mężczyzny.

- Gajeel - szepnęła, wplątując palce w jego włosy.

- Mam przestać? - spytał cicho z ustami przy jej szyi.

Pokręciła natychmiast głową.

- Nie, tylko... bądź delikatny - wyszeptała zarumieniona.

Czarnowłosy pocałował ją niespiesznie.

- Nie chcę cię skrzywdzić - odparł, przymykając powieki i stykając się z nią czołem.

Potem przeszedł do zademonstrowania jej, że potrafi wykazać się delikatnością i czułością, której na co dzień nie okazuje. Rozbudzał jej wszystkie zmysły i wznosił na wyżyny doznań, których dotąd nie doświadczyła.

- Kocham cię - wyrzuciła z siebie, rozpalona do granic.

- Wiem o tym - mruknął obsypując jej ciało pocałunkami.

Jakiś czas później leżeli oboje, wtuleni w siebie, idealnie dopasowani niczym dwa elementy układanki. Mężczyzna wpił się w jej usta zachłannie, tłumiąc w ten sposób odgłosy rozkoszy, nad którymi nie miał już kontroli. Oboje zatracali się w tym uczuciu, pędząc nieuchronnie w stronę spełnienia.


Gdy zarówno Levy jak i Gajeel doszli do siebie po wspólnych doznaniach, dziewczyna odważyła się poruszyć ważny dla niej temat.

- Czemu teraz...? Dotąd zachowywałeś się jakbym była dla ciebie tylko przyjaciółką, a teraz nagle... Co się zmieniło? - spytała przyglądając mu się uważnie.

Gajeel milczał przez długą chwilę.

- Jeśli próbujesz mi zasugerować, że odkąd straciłem wzrok, odezwały się we mnie ludzkie uczucia, to się mylisz - odparł. - To ty dopiero teraz zmniejszyłaś ten dystans, który nas dzielił...

- C-co? - wydukała. - O czym ty w ogóle mówisz? Jaki dystans?

- Cóż, może to było podświadome z twojej strony, ale zawsze miałem wrażenie, że nawet jeśli zostaliśmy przyjaciółmi, nawet jeśli wybaczyłaś mi to, co zrobiłem w przeszłości... Że mimo wszystko jest między nami jakieś niedopowiedzenie i to nie pozwala nam... zbliżyć się do siebie. I dopiero ostatnio, kiedy zajmowałaś się takim kaleką jak ja, kiedy pomagałaś mi we wszystkim i motywowałaś do pracy, dopiero poczułem, że może mam jakąś szansę u ciebie.

Levy przez chwilę nie wiedziała, co powiedzieć.

- Jeśli czułeś kiedykolwiek, że trzymam cię na dystans, to musiało być to spowodowane tym, że byłam przekonana, iż ktoś taki jak ja nie może ci się podobać. Nie jestem ani wyjątkowo piękna, ani zgrabna. Jestem zupełnie przeciętna. Więc wolałam nie robić sobie zbytniej nadziei na cokolwiek... A jedyną osobą, która obwinia cię za przeszłość, jesteś ty sam! Ja już dawno ci wybaczyłam, ale ty nie potrafisz wybaczyć sobie - oznajmiła podnosząc nieco głos.

- Wiem - odparł cicho, kryjąc twarz w zagłębieniu jej szyi. - I nie wiem, czy kiedykolwiek sobie wybaczę. A ty przestań mówić o sobie, że jesteś przeciętna! Jesteś wyjątkowa na setki innych sposobów... I nie obchodzi mnie, co myślą o tobie inni, bo dla mnie nie ma atrakcyjniejszej dziewczyny od ciebie - stwierdził unosząc kącik ust. W tym samym czasie położył dłoń na jej pośladku i lekko go ścisnął.

Levy zarumieniła się intensywnie pod wpływem tego gestu, tak jakby przed chwilą wcale nie robili czegoś bardziej zawstydzającego.

- Głupek - wymamrotała.

- Nie mów tak o mnie, bo cię aresztuję - zagroził.

- Tak, tak, oczywiście - mruknęła z pobłażaniem.

- Wątpisz w to? - spytał cicho, jednocześnie łapiąc ją za nadgarstki i przytrzymując je nad jej głową, sam zaś znalazł się nad nią.

- Och - wyrwało się z jej ust ciche westchnienie. - Nie sądziłam, że masz na myśli takie aresztowanie - szepnęła. - Jesteś całkiem żwawy jak na kalekę...

- Nie podoba ci się? - spytał, całując wrażliwe miejsce za jej uchem.

Ponownie westchnęła niekontrolowanie.

- Cóż, nie mam co narzekać na takie więzienie... Ale chyba warto by wstać i na przykład zjeść śniadanie - zauważyła.

Smoczy Zabójca westchnął ciężko.

- No dobrze - odparł powoli. - Ale najpierw pójdę się wykąpać... A ty razem ze mną - dodał z chytrym uśmiechem.

Niebieskowłosa parsknęła śmiechem.

- Jesteś niereformowalny.

- Zarządzam tymczasową przepustkę - oznajmił, jakby nie słyszał jej słów, po czym wstał z łóżka.

- Nie dość, że ślepy, to jeszcze głuchy - skomentowała dziewczyna, po czym z jej ust wyrwał się głośny pisk, kiedy Gajeel wziął ją na ręce. – Chwila! Co ty?! Postaw mnie na podłodze!

- Dam radę – mruknął tylko czarnowłosy w odpowiedzi i wyszedł z nią z pokoju. – Najwyżej oboje rozbijemy sobie głowy.

- Marzę o takim scenariuszu – odparła z ironią.

-Gihihi!


Kiedy Lily wrócił wieczorem z Rady, pierwsze co zwróciło jego uwagę, to przepyszne zapachy dolatujące z kuchni wraz z dźwiękami melodii nuconej przez Levy. Od razu skierował tam swoje kroki.

- Wróciłem - rzucił, wchodząc do pomieszczenia.

- W samą porę. Właśnie kończę robić obiad... to znaczy obiadokolację, tak właściwie - poprawiła się dziewczyna, wyłączając palnik.

- O tej porze? - spytał zdumiony Exceed.

- Och, no wiesz... Jakoś tak wyszło - wymamrotała dziewczyna, zakładając kosmyk włosów za ucho. - Możesz nakryć do stołu, jeśli chcesz, a ja pójdę zawołać Gajeela - dodała pospiesznie, jakby chciała zmienić temat i zaraz zniknęła z kuchni.

- Hmm - mruknął pod nosem Lily, czym wyraził wszystkie swoje wątpliwości i podejrzenia, które nagle zrodziły się w jego głowie. Po chwili jednak potrząsnął nią i zabrał się za nakrywanie do stołu.

- Hej, Lily. Jak było w Radzie? - zagadnął Smoczy Zabójca, wchodząc do kuchni prowadzony przez Levy za rękę.

Gdy Exceed na niego spojrzał, był niemalże pewny, że jego przyjaciel wpatruje się w pewną część ciała Levy, tuż poniżej jej pleców. Co nawet nie stanowiłoby zaskoczenia, gdyby Gajeel mógł widzieć, lecz w tym przypadku szokujący był sam fakt, że wyglądał na widzącą osobę. Chwilę później Lily przekonał sam siebie, że to było jedynie złudzenie, a jego oczy po prostu utkwione były w jednym punkcie.

- Nic specjalnego - odparł, po czym streścił w kilku słowach, co działo się tego dnia w Radzie Magicznej.

Tymczasem czarnowłosy zaczął pomagać w nakrywaniu do stołu, co szło mu dość sprawnie. Dziewczyna natomiast nałożyła potrawę na talerze i zaraz wszyscy zasiedli do stołu.

- Smacznego - życzyli sobie nawzajem i zajęli się posiłkiem.

Pantherlily przez kilka dobrych minut nie odzywał się, spoglądając tylko to na Gajeela, to zaś na Levy, która znowu zerkała na Smoczego Zabójcę i rumieniła się lekko.

- A wy co dziś porabialiście? Bo mam wrażenie, że chcecie mi coś powiedzieć - odezwał się w końcu.

Niebieskowłosa zarumieniła się jeszcze bardziej, a wręcz jej twarz przybrała kolor dojrzałego jabłka.

- C-co niby masz na myśli? - wymamrotała. - Robiliśmy to co zwykle...

Gajeel zaczął przeżuwać jedzenie dwa razy wolniej.

- Czyli? - drążył temat Exceed.

- N-no... ten... my tylko... Nic takiego się nie stało. Nawet jeśli ja i Gajeel... jeśli jesteśmy razem... to nie wpłynie chyba... - tłumaczyła nieskładnie dziewczyna.

- Chwila! Że co? - spytał zdumiony Exceed. - Myślałem, że powiecie mi, że Gajeel odzyskał... Ał! - przerwał wpół zdania, krzywiąc się z bólu.

- Hę? Odzyskał co? - spytała Levy zdezorientowana.

Lily zmrużył powieki, przypatrując się przyjacielowi z uwagą.

- Rozum i godność człowieka - prychnął. - Lecz najwyraźniej stracił to bezpowrotnie, skoro nie raczył pochwalić się taką radosną nowiną...

- A co niby miałem mówić? - zbył go burknięciem Smoczy Zabójca. - Prędzej czy później byś się dowiedział - dodał, w jakiś szczególny sposób akcentując słowo "później".

- Jesteś zły, Lily? - spytała niebieskowłosa marszcząc brwi.

Pantherlily przeniósł na nią wzrok i westchnął ciężko.

- Skądże. Gratuluję wam i cieszę się, że wreszcie się na to zdobyliście - powiedział i uśmiechnął się do niej. - Nawet nie wiecie, ile osób w Radzie już o tym plotkowało, że w końcu moglibyście przestać udawać tylko przyjaciół.

- Ja wiem - wtrącił Gajeel, krzywiąc się. - Jak ma się dobry słuch, to wielu rzeczy można się dowiedzieć, nawet przypadkiem.

Lily uniósł brew.

- Wielu, mówisz? Aż jestem ciekaw, czego jeszcze mogłeś się dowiedzieć "przypadkiem"...

- Cóż, niektóre z tych rzeczy nie są odpowiednie, by o nich mówić przy kobiecie - stwierdził, kończąc posiłek.

Levy otworzyła szerzej oczy i ponownie zarumieniła się intensywnie.

- Fakt, chyba nie chcę wiedzieć takich rzeczy.

- Gihi - zaśmiał się Smoczy Zabójca, po czym wstał powoli od stołu i równie wolno i ostrożnie podszedł do zlewu, w którym zostawił swój talerz i sztućce. - Dziękuję za posiłek, a teraz muszę się na chwilę ewakuować - stwierdził i wyszedł z kuchni.

- Emmm... to ja zaraz pozmywam te naczynia, a na razie pójdę... się przebrać, czy coś - wyrzucił z siebie Lily, po czym sam odstawił swój talerz do zlewu i opuścił kuchnię.

- A-ha? - mruknęła Levy, nieco zaskoczona ich zachowaniem, jednak nie zastanawiała się nad tym dłużej, tylko dokończyła posiłek.

Gdy Lily szedł przez korytarz, został wciągnięty przez Gajeela do jego pokoju. Smoczy Zabójca zamknął drzwi i oparł się o nie, po czym spojrzał na Exceeda.

- A teraz słuchaj mnie uważnie. Ani słowa Levy, o tym że wiesz, jasne?


niedziela, 24 kwietnia 2022

Rozdział 4

- W porządku, to teraz powiedz mi, co jest w tej szafce - zażądała stanowczym tonem Levy, stojąc tuż za Smoczym Zabójcą, który kucał przed szafką z ubraniami i od pół godziny uczył się pod okiem niebieskowłosej jak poruszać się bez problemu po własnym pokoju.

- Ugh, jak mam to niby rozpoznać? - spytał zirytowany. - W dotyku wszystkie ubrania są takie same. Musiałbym rozkładać każdy ciuch z osobna i jeszcze przez kolejne kilka minut sprawdzać, co mam przed sobą. A potem jeszcze przez kilka minut główkować, czy aby nie jest na lewej stronie...

Levy westchnęła cierpiętniczo na słowa swojego opornego ucznia.

- A nie pomyślałeś, że w każdym stosie ubrań leżą dokładnie te same części garderoby? I że kluczem jest tylko zapamiętać, co gdzie leży? - spytała z pozornym spokojem.

Gajeel bąknął coś pod nosem niezrozumiale.

- Zwykle tak jest - dodał w końcu wyraźniej.

- Zwykle - powtórzyła z ironią niebieskowłosa.

Tymczasem czarnowłosy rozłożył pierwsze z ubrań leżących na stosie i przez chwilę przesuwał po nim dłońmi.

- Spodnie - oznajmił w końcu, kryjąc w głosie dumę z siebie.

- No widzisz, było tak trudno? - spytała.

- Ja nie widzę - odparł z sarkazmem. - A w ogóle to nie rozumiem, dlaczego nie możesz mi po prostu powiedzieć, jakie ubrania leżą w jakiej szafce. Byłoby prościej i szybciej - stwierdził.

- Ja jednak myślę, że w ten sposób sam zapamiętasz lepiej, co gdzie się znajduje - odparowała. W myślach natomiast skarciła się za wcześniejszy zły dobór słownictwa.

- Niech ci będzie - mruknął Gajeel, po czym odsunął się od szafki i zamknął ją. - To co teraz? - spytał z rezygnacją.

- Możemy zobaczyć, co masz w komodzie - zaproponowała.

Smoczy Zabójca nieznacznie się skrzywił.

- Chyba wiem, co tam mam - wymruczał pod nosem. Podniósł się i ruszył powoli w stronę wspomnianego mebla.

- Och, to dobrze. Mniej będzie z tym roboty - odparła dziewczyna. - Trochę bardziej na lewo - dodała szybko.

Gajeel skręcił nieznacznie i zaraz dotknął dłońmi powierzchni komody.

- Nie powiedziałbym, że będzie mniej roboty - oznajmił, wysuwając pierwszą szufladę.

- O bogowie - wyjąkała tylko Levy.

Ciemnowłosy podrapał się po głowie.

- Mówiłem, że wiem, co tam mam. Tym czymś jest bałagan - rzucił z ironią.

- To nazywasz bałaganem? To przecież istny groch z kapustą - powiedziała załamana Levy spolądając na wymieszane ze sobą skarpetki (nijak nie dobrane w pary) i bokserki. Westchnęła cierpiętniczo. - Dobrze. Możesz na razie usiąść, a ja spróbuję to jakoś ogarnąć.

Gajeel mruknął coś w odpowiedzi i odwrócił się od komody, chcąc ruszyć w stronę łóżka, jendak nagle nie wiadomo w jaki sposób potknął się i aby nie upaść na podłogę jak długi, jedną ręką przytrzymał się komody, a drugą objął w pasie Levy, pochylając się nad nią. - Oj, przepraszam - rzucił pospiesznie, lecz nie odsunął się od dziewczyny.

- W porządku? - spytała niebieskowłosa, opierając dłoń na jego torsie.

- Tak - odparł przyciszonym głosem, jednocześnie przesunął dłonią wzdłuż jej pleców. Drugą dotknął delikatnie jej twarzy, wędrując opuszkami palców po skroni i policzku.

- C-co ty robisz? - wymamrotała Levy, czując jak serce zaczyna bić jak szalone.

- To co mi kazałaś - odparł ze spokojem, kciukiem przesuwając po jej nosie i wargach. - Muszę się przecież nauczyć wykorzystywać inne zmysły zamiast wzroku. A właśnie teraz chcę cię zobaczyć... Denerwujesz się? - spytał, wyczuwając jej przyspieszone tętno, gdy przesuwał palcami po jej szyi.

- T-to... nieco dziwne - szepnęła, chociaż podświadomie chciała, by on kontynuował to dalej. W myślach cieszyła się, że mężczyzna nie może jej teraz zobaczyć naprawdę, bo jej twarz przybrała kolor zbliżony do dojrzałego pomidora.

Gajeel nagle odsunął się od niej.

- W takim razie nie będę tak robił - stwierdził niespodziewanie i ruszył w kierunku łóżka, na którym zaraz usiadł.

Dziewczyna przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć, ale zaraz odkaszlnęła i podeszła do komody.

- To ja może wezmę się do roboty - rzuciła i zaczęła nieco zbyt pospiesznie przebierać w stosie skarpetek. Jej myśli krążyły wokół tego, co się przed chwilą wydarzyło, a jej serce nie chciało się upokoić, zwłaszcza kiedy Smoczy Zabójca siedział niedaleko.


Minęło kilka dni, był niedzielny wieczór, więc wszyscy byli w mieszkaniu.

Gajeel zaczął sobie coraz lepiej radzić z codziennymi czynnościami i mógł to już robić bez czyjegokolwiek wsparcia. Oczywiście sam o to wsparcie ani razu nie poprosił i uparcie powielał te same błędy.

- Uhm, Levy, możesz tu przyjść i mi pomóc?! - zawołał czarnowłosy, stojąc przy drzwiach łazienki.

Dziewczyna słysząc jego nawoływania, odłożyła książkę na szafkę i pospiesznie wyszła z pokoju, by się dowiedzieć, co tak niespodziewanie skłoniło Smoczego Zabójcę, by domagał się pomocnej dłoni.

- Co się stało? - spytała nieco wystraszona, spodziewając się najgorszego.

Gajeel posłał jej łobuzerski uśmieszek.

- Chciałem się wykąpać. Pomożesz mi? - spytał wesoło. - Możesz nawet do mnie dołączyć, jeśli chcesz.

Twarz Levy natychmiast przybrała barwę cegły, kiedy jej wyobraźnia zaczęła podsuwać jej różne obrazy, niekoniecznie cenzuralne.

- Głupi Gajeel! - zawołała oburzona. - Niech ci Lily pomoże, jeżeli już tak bardzo chcesz, żeby ci ktoś towarzyszył w kąpieli - burknęła, po czym wróciła do pokoju, trzaskając drzwiami.

- Emmm, wolałbym nie... Ale trudno. Sam też sobie poradzę! - zawołał tak, by dziewczyna na pewno usłyszała. Odwrócił się na pięcie i pogwizdując pod nosem, wkroczył do łazienki. Zawahał się zanim przekręcił zamek w drzwiach, po czym otworzył z powrotem drzwi - Gihi! Jakby co, to nie zamykam drzwi od środka, Karzełku! - zawołał wesoło, po czym przymknął drzwi i zaczął się rozbierać, nadal nucąc przy tym jakąś melodię.

- Spadaj! - zawołała Levy z irytacją, obrzucając Gajeela w myślach najgorszymi określeniami.

Zamiast jednak wrócić do przerwanej lektury, zaczęła się przysłuchiwać dźwiękom dochodzącym z łazienki. Pogwizdywania Smoczego Zabójcy, odkręcany kurek, płynąca woda, a potem głośne uderzenie... Uderzenie?

- Aaa-argh! Cholera! - dotarł do niej tym razem bardzo wyraźnie głos ciemnowłosego.

Przez chwilę zastanawiała się czy nie blefuje, ale dla spokoju własnego sumienia wyszła na korytarz i udała się pospiesznie do łazienki. Zanim otworzyła drzwi, zobaczyła Lily'ego wychodzącego ze swojego pokoju.

- Poczekaj, Levy! - rzucił i wyprzedził ją, sam wchodząc do łazienki, po drodze zaś przemienił się w swoją większą wersję. - Ja zobaczę, co on zmajstrował. Stało ci się coś, stary? - spytał kucając przy nim.

Gajeel wyciągnął rękę, jakby chciał odepchnąć od siebie Lily'ego.

- To nic takiego. Tylko się poślizgnąłem i uderzyłem w głowę. Ale nie musicie tak panikować, nic mi nie... O cholera - wymamrotał nagle, wpatrując się gdzieś w przestrzeń.

- Co jest? - spytała Levy wsuwając głowę przez drzwi i zaglądając do środka. Kiedy dostrzegła, że Gajeel siedzi na podłodze zupełnie nagi, poczerwieniała mocno. Natychmiast wycofała się i oparła o ścianę.

Smoczy Zabójca złapał się za głowę i pochylił do przodu, krzywiąc przy tym.

- Coś mi się tylko wydawało. Głowa mnie cholernie boli - wymamrotał.

- Gdzie? - spytał Lily marszcząc brwi.

- Ugh, wszędzie - burknął Gajeel. - Jakby mi ją coś ściskało...

- A gdzie się uderzyłeś? - dopytywał Exceed.

- Z... z tyłu.

Kocur odgarnął jego włosy i zaczął się przyglądać jego głowie.

- Masz ogromnego guza, ale nie widzę, żebyś sobie rozbił tę pustą makówkę. Może od tego przybędzie ci chociaż trochę rozumu. Podnieś się, musimy cię ubrać. Levy, skoczysz po coś zimnego?! - zawołał w stronę drzwi, pomagając jednocześnie podnieść się przyjacielowi.

- Yhm - wymamrotała i skierowała się w pośpiechu do kuchni.

- Sam się ubiorę - prychnął Smoczy Zabójca, podnosząc się z podłogi.

- Dobra, dobra - odparł z ironią Lily.

Kiedy Levy wróciła z kuchni, niosąc ze sobą okład z lodem, Gajeel był już ubrany i stał przed łazienką, opierając się o ścianę.

- Kręci ci się w głowie? - spytała ze zmarszczonymi brwiami niebieskowłosa, jednocześnie wyciągnęła rękę, w której trzymała okład z lodem i przyłożyła woreczek do jego głowy.

- Trochę - mruknął i położył dłoń na jej dłoni, naprowadzając ją na miejsce, gdzie się uderzył.

- Chodź, stary. Położysz się - zaproponował Lily, biorąc przyjaciela pod ramię.

Gajeel westchnął cierpiętniczo.

- Niech wam będzie - odparł i ruszył z Lily'm do pokoju, po czym pozwolił mu położyć się na łóżku. - Levy, jesteś tu?

- Jestem - odparła dziewczyna, podchodząc do jego łóżka i siadając na brzegu.

Smoczy Zabójca milczał przez kilka sekund.

- Słuchaj, przepraszam... Masz rację, zachowuję się jak dupek, kiedy ty i Lily tyle dla mnie robicie. I dziękuję za wszystko - wymamrotał.

Niebieskowłosa zamrugała szybko powiekami.

- Jak mocno ty się w tę głowę uderzyłeś? - spytała zaskoczona.

Gajeel zbył jej słowa prychnięciem, po czym nagle przesunął się na łóżku pod ścianę i poklepał wolne miejsce obok siebie.

- Chodź tu - mruknął.

- C-co? Co ty wymyślasz? - odparła nadal zdumiona jego zachowaniem.

- Nie marudź, tylko połóż się tu obok mnie - zażądał.

Pantherlily tymczasem wycofał się po cichu z pokoju i zamknął za sobą drzwi. Levy natomiast skończyła protestować i położyła się przy Gajeelu, który objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie bliżej.

- Tak lepiej - westchnął.

- Mam tu z tobą spać? - spytała zaskoczona dziewczyna.

- Możesz, jeśli chcesz - odparł i przez kilka długich chwil milczał, aż Levy pomyślała, że pewnie zasnął. - Wiesz, przez chwilę jak się uderzyłem... przed oczami miałem takie białe plamy... ale potem znowu było ciemno - wymamrotał.

Levy zmarszczyła brwi i objęła go ramieniem, przytulając się do niego mocniej.

- Odzyskasz wzrok, jestem pewna - szepnęła. - A dopóki się to nie stanie, ja będę obok ciebie i będę cię wspierać, jasne?

Smoczy Zabójca nie odpowiedział, tylko ukrył twarz w jej włosach.

- Chciałbym móc zobaczyć... ciebie - szepnął tak cicho, że Levy zastanawiała się, czy dobrze usłyszała.

- Co powiedziałeś? - spytała, by się upewnić.

- Nic, nieważne - odparł już głośniej. - Spać mi się chce - dodał.

- To śpij, ja będę tu obok - odparła cicho. - Dobranoc.

- Dobranoc - wymruczał w jej włosy i po chwili zaczął oddychać spokojnie i miarowo.

Dziewczyna leżała jeszcze przez długi czas nim sama odpłynęła w objęcia Morfeusza.


niedziela, 10 kwietnia 2022

Rozdział 3

 Z samego rana w drzwiach do pokoju Gajeela stanął jego Exceed.

- Dziś ja się tobą ''zajmuję'' - oznajmił kocur. - Mam nadzieję, że się cieszysz.

Gajeel podniósł się z łóżka z prychnięciem. Powieki miał nadal zamknięte.

- Promienieję z radości, nie widać? - odparł z ironią. - A tak poważnie, ja naprawdę dam sobie ze wszystkim radę sam. A ty powinieneś się dzisiaj zająć czymś innym...

Lily zmarszczył brwi, przyglądając się czarnowłosemu z uwagą.

- Zabrzmiałeś bardzo tajemniczo...

Redfox westchnął, po czym zaczął wyjaśniać Exceedowi całą sprawę, przy tym wędrując po pokoju w poszukiwaniu ubrań. Opowieść co chwilę przerywały przekleństwa i odgłosy uderzania o meble lub przypadkowe przedmioty. Pantherlily powstrzymał się jednak przed udzieleniem pomocy Smoczemu Zabójcy, ponieważ wiedział jak ten by na to zareagował.

- Teraz rozumiesz, dlaczego byłem taki tajemniczy? - spytał na koniec Gajeel. - Levy nie może się o niczym dowiedzieć.

- To fakt - przyznał kocur.

- Skoro się ze mną zgadzasz, to wiesz, co masz robić.

Lily mruknął twierdząco, odruchowo kiwając głową i niedługo potem opuścił ich mieszkanie.

~~~~~~~~


Był już późny wieczór, kiedy Levy weszła do mieszkania i rzuciła na podłogę przy drzwiach swoją torbę.

- Padam z nóg - jęknęła. Zaraz jednak podniosła torbę i odwiesiła ją na wieszak. Nie chciała by przez nią czarnowłosy znów się potknął. - Gajeel! Lily! Wróciłam! - zawołała i ruszyła do salonu, gdzie spodziewała się zastać tę dwójkę. Zresztą już z korytarza słyszała odgłosy brzdąkania na gitarze i pomruki brzmiące jak ''Siubi du ba''.

Nie myliła się. Gajeel siedział na kanapie z gitarą w dłoniach. Jednak ku zdziwieniu dziewczyny, Lily'ego nie było razem z nim.

- A Lily gdzie? Uciekł, bo nie mógł słuchać twojego grania? - spytała z krzywym uśmiechem.

Smoczy Zabójca przestał znęcać się nad strunami i wydawać z siebie nieokreślone dźwięki, po czym zwrócił twarz w stronę Levy. Z opuszczonymi powiekami zdawało się jakby lunatykował.

- Emmm... Musiał wyjść na chwilę - odparł wymijająco.

- Dokąd on poszedł o tej porze? - zdziwiła się.

Gajeel zdawał się zwlekać z odpowiedzią, jednak zaraz usłyszał dźwięk otwieranych drzwi i wzruszył ramionami.

- Jego możesz o to zapytać - odparł.

- Hmm, chyba tak zrobię - mruknęła Levy marszcząc brwi i zastanawiając się, czy to, co widziała przed chwilą na twarzy czarnowłosego, to była ulga.

Wyszła na korytarz i spojrzała na Exceeda, który trzymał w łapce siatkę z zakupami.

- O, Levy, już wróciłaś - zauważył Lily błyskotliwie. - Ja musiałem wyjść na chwilę do sklepu. Głodna?

Skinęła głową.

- Owszem.

- Zrobię coś na szybko - zaoferował się Lily i zaraz potem zniknął w kuchni.

Po chwili zastanowienia niebieskowłosa poszła do salonu i usiadła na kanapie obok Gajeela, który powrócił do maltretowania strun w swoim instrumencie. Przechyliła głowę w bok i oparła się o ramię Smoczego Zabójcy wzdychając przy tym.

Gajeel przerwał znów granie i odstawił nieporadnie gitarę na bok.

- Zmęczona? - spytał obejmując ją ramieniem.

- Yhm, nie było mnie jeden dzień, a jak wróciłam, to miałam wrażenie, że nie było mnie tydzień - stwierdziła.

- Czyli jutro pewnie idziesz do pracy, żeby nie narobić sobie zaległości - odparł Redfox, a jego palce bezwiednie zaczęły bawić się włosami Levy.

- No coś ty! - zawołała McGarden, nagle się ożywiając. - Zostanę z tobą. W Radzie rozumieją, że nie możesz być teraz sam...

- Nie muszę siedzieć w mieszkaniu, mogę iść z wami do Rady - stwierdził, wzruszając przy tym ramionami.

- Nie ma mowy! - odpowiedziała stanowczo. - Jak ty to sobie wyobrażasz? Poza tym wiem, co będziemy jutro robić - dodała tajemniczo. - Ale dowiesz się tego w odpowiednim czasie.

Westchnął ciężko marszcząc brwi.

- Niech ci będzie - mruknął.

Levy zamrugała szybko powiekami.

- Serio?

- O co ci teraz chodzi? - zdziwił się czarnowłosy.

- Sądziłam, że zaczniesz się ze mną o to sprzeczać, dopóki nie zmienię zdania albo się pokłócimy, a ty i tak zrobisz po swojemu - stwierdziła.

Znów westchnął ciężko.

- Tym razem odpuszczę, zadowolona? Zresztą to nawet lepiej, że będziesz w domu - powiedział przyciszonym głosem, po czym odsunął się od niej lekko i zmusił ją, by obróciła się do niego plecami.

- Co? Czemu? - zdziwiła się, lecz nie uzyskała odpowiedzi, bo Gajeel zaczął masować jej ramiona i plecy. Mimowolnie westchnęła z zadowolenia. Po całym dniu w pracy silne dłonie mężczyzny były zbawieniem dla jej napiętych mięśni, dlatego powoli się odprężyła.

Po kilku minutach odchyliła się do tyłu i oparła o tors czarnowłosego, a zmęczenie wzięło górę, bo najzwyczajniej w świecie zasnęła.

W tej samej chwili do salonu wszedł Lily ze stosem kanapek na talerzu.

- O - mruknął tylko cicho.

- Chyba zasnęła i jak zwykle bez kolacji... Zaniesiesz ją do pokoju? - spytał szeptem Gajeel.

Kocur uśmiechnął się tylko pod nosem, nie komentując słów przyjaciela. Przemienił się i wziął ostrożnie Levy w ramiona, po czym poszedł z nią do jej pokoju, by położyć ją do łóżka.


wtorek, 5 kwietnia 2022

Wisienki Levy

Nachodzą mnie czasem różne przemyślenia na temat anime, czy książek, które akurat czytam, a trochę częściej niż czasem zdarza mi się dokonać psychologicznej analizy postaci.

 A zatem, w dzisiejszym odcinku "Usagi Rozmyśla" porozmawiamy sobie o cyc... *kaszl kaszl* wisienkach Levy, które na przestrzeni 3 sezonów anime zmieniły się w coś nieco większego. (Przepraszam za ewentualne spoilery.) Moje rozmyślania zapoczątkował post przypadkowo zobaczony na facebooku, gdzie porównana była Levy z pierwszego i trzeciego sezonu. 

Komentarze pełne były spekulacji, jak do tego doszło nie wiem. Ponad połowa komentarzy mówiła o jej ciąży, zapominając przy tym, że Levy nie jest słoniem i jej ciąża nie może trwać kilka lat, a akcja trzeciego sezonu toczy się rok przed tym, nim Gajeel zajął się powiększaniem rodziny.

Skąd zatem tak znaczący przyrost jej kobiecych atutów?

Otóż, każda kobieta marzy o tym, by tłuszcz odkładał się w to jedno miejsce i niekoniecznie musi być to związane z ciążą. A ciekawostką, o której nie wszyscy wiedzą lub pamiętają, bo było to wspomniane tylko w mandze, jest to, że Gajeel potrafi dość dobrze gotować. A skoro potrafi gotować, to w czasach pracy w Radzie Magicznej to on w dużej mierze musiał być odpowiedzialny za posiłki. A Levy na tym skorzystała.

Jako mól książkowy doskonale rozumiem, jak to jest wsiąknąć w książkę tak, że zapominam o podstawowych czynnościach np. o jedzeniu. I tak samo musi być z Levy. Możliwe nawet, że dlatego jej wzrost jest tak niewielki, ponieważ od dzieciństwa dużo czasu poświęcała na czytanie i nie miała nikogo, kto by dbał o jej regularne posiłki. 

Oczywiście, kiedy stała się dorosła, nie była już w stanie urosnąć. Lecz osobiście uważam, że to Gajeel przez cały czas, odkąd zaczęli pracę w Radzie, musiał dbać o to, by dziewczyna jadła regularnie i to on odciągał ją od pracy lub książek, by przypomnieć jej o potrzebach żołądka.  A przy tym zajmował się sporządzaniem posiłków.

Kiedy przyszło mi to do głowy i poskładałam wszystkie fakty razem, pomyślałam, że to niesamowicie urocze ze strony Gajeela i nawet to do niego pasuje (ale cii, proszę mu tego nie mówić, bo się obrazi XD)

niedziela, 3 kwietnia 2022

Rozdział 2

Levy specjalnie wzięła dzisiejszego dnia wolne. Na pewno w Radzie sobie bez niej poradzą, a ona musiała być teraz przy Gajeelu.

Po dwóch tygodniach w szpitalu, gdy jego rany się zagoiły, mógł zostać wypisany, z czego z niebywałą chęcią skorzystał. Niestety jak dotąd jego wzrok nie powrócił i nie zanosiło się na żadne zmiany w tej kwestii, a przynajmniej nie na chwilę obecną. Lekarze twierdzili, że jego stan może się poprawić, gdy będzie przebywał w domu.

Weszła do mieszkania i nie odzywając się nawet słowem ruszyła na poszukiwanie czarnowłosego. Nie musiała długo szukać. Siedział na kanapie w salonie, miał zamknięte oczy i wydawało się, że spał. Uśmiechnęła się delikatnie i odwróciła, z zamiarem pójścia do kuchni i przygotowania czegoś na obiad.

- Czemu się tak skradasz? - usłyszała nagle nieco poirytowany głos Smoczego Zabójcy.

- Eh? Myślałam, że śpisz - odparła, zatrzymując się w pół kroku.

- Nie śpię... Po prostu teraz nie mam po co otwierać oczu - odparł z ociąganiem.

Ściągnęła brwi i posłała mu współczujące spojrzenie. Zaraz jednak skarciła się w myślach. Wiedziała jak zareagowałby Gajeel, gdyby zobaczył teraz u niej takie uczucia.

- Idę do kuchni zrobić coś jeść. Chcesz też? - spytała.

Skinął głową.

- Nie odmówię - odparł.

Przeniosła się do kuchni i zajęła przygotowaniami. Nie minęła jednak minuta, gdy usłyszała hałas dobiegający z korytarza. Wybiegła szybko z kuchni, po czym stanęła jak wryta w drzwiach. Gajeel leżał rozciągnięty na podłodze, a obok niego stał wywrócony karton, z którego wysypały się książki.

- Przepraszam - zawołała Levy, już po chwili znajdując się przy kartonowym pudle i zbierając do niego książki. - Miałam to stąd zabrać i zapomniałam - zaczęła się tłumaczyć. Po chwili dopiero uświadomiła sobie, że powinna najpierw pomóc niewidzącemu chłopakowi podnieść się z podłogi. Powstrzymała się przed strzeleniem sobie otwartą dłonią w czoło i odsunęła pudło na bok.

Czarnowłosy tymczasem już gramolił się z podłogi. Gdy Levy ujęła go pod ramię, by mu pomóc wstać, odsunął ją od siebie stanowczo i wstał o własnych siłach, podpierając się ściany.

- To nie twoja wina. To ja powinienem był bardziej uważać. Nie musisz robić ze mnie kaleki - stwierdził oschle.

- Przecież nie robię z ciebie... - zaczęła, ale natychmiast urwała, kiedy dostrzegła jak jest ubrany Gajeel. - Och, masz koszulkę nałożoną na lewą stronę - mruknęła. - Myślałam, że Lily miał ci pomóc rano się ubrać - dodała marszcząc brwi.

- Czy ja ci wyglądam na dziecko? - spytał Smoczy Zabójca z irytacją. - Nie potrzeba mi niańki.

Levy zacisnęła zęby, sama zirytowana jego uporem.

- To może przestań się tak zachowywać. Jak wielkie uparte dziecko - burknęła, po czym obróciła się na pięcie i wróciła do kuchni.

Krzątała się przygotowując posiłek. Z korytarza dobiegały ją odgłosy szamotania się i przekleństwa rzucane pod nosem przez Gajeela, ale kompletnie nie zwracała na nie uwagi. A przynajmniej starała się to robić. Nie będzie skakać wokół niego i na siłę mu pomagać, jeśli jemu tak bardzo to nie pasowało.

Gdy już prawie kończyła szykować obiad, ujrzała czarnowłosego wchodzącego do kuchni. Koszulkę miał już nałożoną prawidłowo, zaś na jego twarzy gościła mina mówiąca, że jest dumny ze swojego wyczynu.

- Wreszcie jesteś - Levy nie mogła się powstrzymać od tej uszczypliwości.

Smoczy Zabójca prychnął pod nosem zirytowany, a jego dumna z siebie mina natychmiast zniknęła. Postąpił powoli kilka kroków w stronę stołu i stojących przy nim krzeseł. Levy przerwała mieszanie w garnku i przyglądała się tym poczynaniom w napięciu, jakby się obawiała, że Gajeel z impetem wpadnie na stół i wyłoży się na nim jak długi.

- Przestań się gapić, bo cię aresztuję - burknął ciemnowłosy.

Dziewczyna zrobiła wielkie oczy.

- S-Skąd ty to wiesz? - wydukała speszona.

- Czuję na sobie ten twój wzrok - oznajmił, stawiając kolejny powolny krok w stronę stołu. - Chyba że po prostu mnie nim rozbierasz - dorzucił unosząc kącik ust w zaczepnym uśmiechu.

Policzki Levy przybrały nienaturalny czerwony kolor.

- Głupek! - zawołała i odwróciła się, zawzięcie mieszając parującą zawartość garnka.

- Gihi! - zaśmiał się Gajeel. - Wreszcie słyszę, że zajęłaś się swoją robotą. Wcześniej stałaś cicho jak mysz pod miotłą i nawet nie drgnęłaś - stwierdził.

Levy zerknęła na niego przez ramię i zdążyła zobaczyć jak odsuwa krzesło od stołu i siada na nim ciężko.

- Już skończyłam - wymamrotała i zgasiła palnik. Z szafki wyjęła talerze i zaczęła nakładać do nich potrawę.

- Słuchaj... Ja naprawdę nie potrzebuję niańki, tak jak się wydaje tobie i Lily'emu. Potrafię jeszcze zrobić wokół siebie najprostsze codzienne czynności. Nie jestem kaleką! - podkreślił z nutą złości w głosie. - Nawet jeśli nic nie widzę, to mam naturalnie wyostrzone pozostałe zmysły i z łatwością radzę sobie z większością spraw. A z czasem... trudniejszych rzeczy dam radę się... - zaczął mówić ze zmarszczonymi brwiami i palcami zaciśniętymi na krawędzi stołu.

- A z czasem twój wzrok powróci i nie będziesz już potrzebował żadnej niańki - przerwała mu niebieskowłosa przesadnie wesołym tonem. - Tymczasem zaś powinieneś pozwolić sobie pomóc choć trochę, Wasza Samowystarczalność - dodała z ironią.

Gajeel ponownie zbył jej słowa prychnięciem.

Levy postawiła przed nim talerz i widelec.

- Proszę - powiedziała i zaraz usiadła obok niego ze swoją porcją.

Gajeel wciągnął głębiej powietrze.

- Co to? - spytał niepewnie.

Levy przechyliła głowę w bok.

- Spokojnie. Nie mam zamiaru cię otruć... jeszcze - odparła z wrednym uśmiechem.

- Chciałem tylko wiedzieć, co jem - stwierdził czarnowłosy z konsternacją. - Coś z kurczakiem?

- Yhm, kurczak z ryżem w sosie słodko-kwaśnym - wyjaśniła, ganiąc się w myślach. - Mam nadzieję. że będzie ci smakować.

Gajeel mruknął coś tylko pod nosem i zabrał się za jedzenie. A przynajmniej starał się to robić. Wziął niepewnie widelec do ręki i nieporadnie nabrał na niego jedzenie. Przysunął sobie do ust, ale zamiast prosto do nich, widelec powędrował do jego nosa, który został upaćkany sosem. Smoczy Zabójca wymamrotał przekleństwo i upuścił widelec na talerz, aż rozległo się głośne brzęknięcie.

- Chyba jednak nie jestem głodny - oznajmił, starając się ze wszystkich sił ukryć gniew i irytację, które ostatnio nie opuszczały go nawet na krok.

Levy westchnęła teatralnie.

- Jak masz zamiar tak się ciągle boczyć, to w końcu umrzesz z głodu. Daj sobie w końcu pomóc - wyrzuciła, by już po chwili wstać ze swojego miejsca i podejść do chłopaka. Najpierw wzięła serwetkę i starła z nosa Gajeela cały sos. Następnie ujęła jego dłoń w swoją, po czym pokierowała go, by nabrał na widelec kęs jedzenia. Po chwili uniosła jego dłoń i naprowadziła, tak aby wsunąć mu widelec do ust. Odsunęła się od niego nieco i przyjrzała mu się.

- I jak?

Gajeel przeżuł i przełknął, co miał w ustach, na szczęście oszczędzając widelec. Gdy tylko to zrobił, odwrócił głowę w bok i zarumienił się lekko.

- Dobre. Dalej już sobie poradzę - wymamrotał speszony.

- Jak uważasz... W razie czego jestem obok - stwierdziła ze spokojem, po czym wróciła na swoje miejsce. Czuła, mimo wszystko, że jeszcze trochę czasu minie nim przyzwyczai przyjaciela do tego, by sam prosił o pomoc.


poniedziałek, 28 marca 2022

Rozdział 1

 

Levy McGarden krążyła niespokojnie przed drzwiami do sali w szpitalu, za którymi ekipa lekarzy starała się poskładać w całość pewnego niezwykle upartego Smoczego Zabójcę.

,,Dlaczego on wszystko musi robić po swojemu?" - narzekała w myślach, po raz kolejny mijając stojącą we wnęce korytarza doniczkę z paprocią, której większość listków było uschnięte. Korytarz bił w oczy sterylną bielą, a dookoła unosił się zapach środków antyseptycznych i choroby, czyli nieodzowny element każdego szpitala.

Minęło już cztery miesiące od rozwiązania gildii i teraz ona, Gajeel i Lily pracowali w Radzie Magicznej. Na brak zajęć nie mogli narzekać, choć cała trójka polubiła swoją pracę. Oczywiście tęsknili za gildią, za mistrzem i resztą osób, o których nie mieli bladego pojęcia, gdzie teraz się znajdowali, co robili ani nawet czy wszystko u nich w porządku. Rozwiązanie gildii było dla nich wielkim szokiem, ale musieli się w końcu pozbierać i zaakceptować to, co przyniósł im los.

- Levy, nie martw się. Nic mu nie będzie - próbował ją uspokoić Exceed. Po raz kolejny.

- Skąd możesz mieć taką pewność? - naskoczyła na niego zatrzymując się gwałtownie i posyłając mu wrogie spojrzenie.

- Bo to Gajeel - odparł jakby to miało wiele wyjaśnić. - On się wykaraska z największego bagna, więc z tego też wyjdzie.

Niebiesko-włosa zacisnęła usta w wąską linijkę i powróciła do swojej wędrówki przez korytarz. Od okna na końcu do drzwi, którymi wchodziło się na oddział intensywnej terapii. I znów, od nowa wytyczając ten sam szlak po raz kolejny.

- Dlaczego on w ogóle tak bezmyślnie zaryzykował i sam udał się na tą misję? - spytała zatrzymując się przed Exceedem. - Byłeś tam wtedy, musiałeś wiedzieć, co planuje. Dlaczego go nie powstrzymałeś?

Lily pokręcił głową w odpowiedzi.

- O niczym mi nie powiedział. Nikomu nie powiedział. Zniknął przez nikogo niezauważony i sam poszedł walczyć z tym magiem, choć dobrze wiedział, że nie jest on łatwym przeciwnikiem i Rada już długo miała z nim problemy - wyjaśnił. - Poradzenie sobie z jego bratem to była pestka w porównaniu z nim. W dodatku udało mu się przejąć kontrolę nad tym całym narkotykowym interesem i pewnie teraz jeszcze kombinuje jak wydostać brata z pudła.

- Gajeel to idiota - wyrzuciła z siebie McGarden wznosząc oczy pod sufit. - Jeśli wyjdzie z tego cało… to go zabiję - zapowiedziała.

Lily zachichotał cicho, lecz nie skomentował tego w żaden sposób. Nie zdążył, ponieważ drzwi do sali otworzyły się powoli, a na zewnątrz wyszedł lekarz ubrany w zielony fartuch, na którym widniały niepokojące czerwone ślady. Lily zerwał się na równe nogi, a Levy przestąpiła w miejscu kilka kroków.

- Co z nim? - zapytała cicho dziewczyna, starając się, by głos nie drżał jej tak mocno.

- Sytuacja została opanowana. Jego stan jest stabilny. Pan Redfox doznał obrażeń całego ciała, ale przede wszystkim głowy. Jednakże miał niebywałe szczęście, gdyż nie okazały się one na tyle poważne, by zagrozić jego życiu lub spowodować trwałe zmiany.

Zarówno Lily, jak i Levy odetchnęli z ulgą.

- Tak, szczęścia to on ma aż zanadto. Gorzej z rozumem - odezwała się w końcu niebiesko-włosa.

- Kiedy będziemy go mogli zobaczyć? - spytał Exceed.

- O ile nie wystąpią żadne komplikacje, to jutro, kiedy już zostanie przeniesiony z OIOMu. Na razie pan Redfox pozostaje w śpiączce…

- To znaczy kiedy się z niej wybudzi? - spytała Levy powoli.

Doktor zwlekał z odpowiedzią.

- Nawet my tego nie wiemy. To zależy tylko i wyłącznie od pana Redfoxa. Ale proszę być dobrej myśli.


Pierwsze co dotarło do jego świadomości, to dźwięki. Lekko przytłumione odgłosy ludzkich kroków dochodzące jakby zza drzwi. Gdzieś dalej, za jego głową przebijał się śpiew ptaków. Słyszał również miarowe kapanie kropel wody. Ten dźwięk był potwornie irytujący. Ale nie tak bardzo jak powtarzający się co kilka sekund pisk, przypominający odgłosy jakiejś aparatury.
Do dźwięków dołączyły zapachy i to wcale nie przyjemne. Wszędzie jakieś środki dezynfekcyjne, środki czystości i kto wie, czego jeszcze środki. Prawdopodobnie był to środek jakiegoś koszmaru.

Wreszcie kojarząc wszystkie fakty, do świadomości czarnowłosego dotarło gdzie jest.

Szpital.

W końcu zdobył się na to by otworzyć oczy. Uchylił powieki, czekając aż jego wzrok przyzwyczai się do jasności. Jednak coś było nie tak. Otaczała go nieprzenikniona ciemność, a przecież był pewien, że otworzył oczy. I był pewien, że jest dzień. Zresztą jego wyostrzone zmysły pozwalały mu widzieć doskonale nawet nocą.

A jednak dalej widział tylko czerń, nieprzeniknioną i gęstą, że można ją było kroić nożem.

- Co jest, do cholery? - spytał schrypniętym głosem.

Usłyszał, że ktoś obok niego raptownie wciąga powietrze, a zaraz potem poczuł ciepły dotyk na swojej dłoni.

- Gajeel - wypowiedział jego imię głos, który wszędzie mógł rozpoznać. - Nareszcie się obudziłeś.

Dobrze się czujesz? - spytała z troską Levy, gdyż to do niej należał ten właśnie głos.

- Coś jakby wielki pies pogryzł mnie, a potem wypluł - stwierdził krzywiąc się nieznacznie. - No i tak jakby nic nie widzę - dodał niby mimochodem, mrugając przy tym powiekami, jakby to miało coś pomóc.

- Co takiego?! - Levy niemal pisnęła zrywając się z miejsca. - Poczekaj chwilę. Pójdę po doktora - dodała nieco spanikowanym głosem.

- Pewnie. Nigdzie się nie wybieram - odparł z krzywym uśmiechem, jednak kiedy wyszła, zamknął oczy i zacisnął mocno zęby. - Cholera - warknął do siebie.

Po chwili Levy wróciła razem z lekarzem, który zaczął badać Gajeela na wszelkie możliwe sposoby. Smoczy Zabójca czuł, że ten świeci mu latarką w oczy - usłyszał charakterystyczne klikanie włącznika - lecz nawet to nie rozjaśniło ciemności panującej wokół niego.

Gdy badanie dobiegło końca doktor razem z Levy wyszedł na korytarz, by tam przeprowadzić rozmowę z dala od najbardziej tą sprawą zainteresowanego. Nie przeszkadzało mu to jednak, ponieważ słyszał doskonale każde ich słowo nawet zza drzwi.

- To prawdopodobnie tylko krótkotrwała utrata wzroku, która została spowodowana przez uraz głowy - stwierdził lekarz uspokajającym tonem.

- To znaczy, że Gajeel odzyska wzrok? - spytała cicho niebiesko-włosa. - Ale zapewne nie może pan powiedzieć, kiedy to nastąpi?

Nastąpiła chwila ciszy.

- To zależy tylko i wyłącznie od pana Redfoxa. Od jego silnej woli. Ale też od otoczenia w jakim będzie przebywał. Jeśli pani czy też inne bliskie mu osoby dadzą mu odpowiednią opiekę i wsparcie, wtedy z pewnością jego rekonwalescencja przebiegnie szybciej - odparł ze spokojem.

Gajeel usłyszał jak dziewczyna odetchnęła głęboko z ulgą.

- Dziękuję panu bardzo. Na pewno wszyscy postaramy się, by Gajeel jak najszybciej wrócił do zdrowia.

Chwilę później drzwi się otworzyły i Levy weszła do środka, podeszła do jego łóżka i usiadła obok.

- Rozmawiałam z lekarzem…

- Wiem - przerwał jej. - Oślepłem, ale całe szczęście nie ogłuchłem - stwierdził sucho.

Levy westchnęła, jakby miała do czynienia z małym dzieckiem.

- Nie martw się. Wiem, że czujesz się z tym nieswojo, ale słyszałeś. co mówił doktor. To jest tylko przejściowe.

Znów poczuł jej ciepły dotyk na swojej dłoni. Zawsze działał na niego kojąco i powodował, że całe zdenerwowanie znikało jak ręką odjął.

Teraz jednak nie przynosiło żadnego skutku.

- Mogłabyś zostawić mnie samego? - spytał w końcu.

Ciepło jej dłoni natychmiast zniknęło, zastąpione przez nieprzyjemny chłód.

- Och, tak… jasne… Jak chcesz - odparła po chwili. - Może jesteś głodny, co? Chcesz trochę żelaza? Na pewno szybciej odzyskasz siły jeśli je zjesz - stwierdziła nieco przemądrzałym tonem. Zaraz też na kolanach Gajeela pojawiło się coś ciężkiego. - T-to ja wpadnę później z Lily'm - dodała nim wyszła z sali.

Gdy drzwi się za nią zamknęły, Smoczy Zabójca odetchnął ciężko. Po chwili przesunął ręką po pościeli aż natrafił na znajomy kształt pod palcami. Zimny i gładki metal lekko chłodził jego skórę. Przejechał po konturze każdej z liter. I - R - O -

Na chwilę zatrzymał się na przedostatniej literze i zjechał do środka. Jak zwykle nie był to zwyczajny okrąg, który powinien się tam znajdować. Kształt ten przypominał dwa półkola umieszczone obok siebie i zwieńczone u dołu spiczastym końcem.

Choć był to niezwykle pretensjonalny sposób wyrażania uczuć, to jednak ten prosty symbol sam w sobie dawał mu sił i mobilizował go do działania. Jak bardzo on chciał go teraz zobaczyć.

Jak bardzo chciał móc zobaczyć twarz Levy…



Rozdział 3. ,,Dziękuję, że przybyłeś w samą porę"

Od pewnego czasu moje życie nabrało monotonii. Mój dzień obraca się wokół jedzenia, spania, treningu, a okazjonalnie także bzykania Bulmy. ...